(...) Nigdy nie odpuszczamy - mówił Nocny Wędrowiec. Do końca. Dopóki żyjesz, walczysz. Dopóki możesz myśleć, walczysz. To umysł jest bronią. Reszta to narzędzia. Nie mają znaczenia. Można je zrobić, zdobyć, albo zastąpić" ( "Pan Lodowego Ogrodu" J.Grzędowicz)

O mnie

Moje zdjęcie
Łódzkie
Xena - wojowniczka, która po długiej drodze zabijaki, pirata i herszta, opowiada się po stronie dobra. Rozpoczyna walkę ze wszystkim co poprzednio było jej codziennością. Staje się postacią pozytywną. /Tak jej się przynajmniej wydaje :)/ T2N2M0 G3 to moje symbole rozpoznawcze w świecie medycyny. Od lipca 2012 prowadzę dodatkową walkę z przerzutami do kości (tak, żeby mi się nie nudziło). Od lipca 2014 bujam się z przerzutami do wątroby... Napisz do mnie: ksena@op.pl

Online

Statystyki

niedziela, 30 grudnia 2012

281. 2012



Otworzywszy oko przed dziesiątą rano, dopatrzyłam się , iż trzydziesty dziś.
Ostatnia chwila na tzw. podsumowania.
Jak każdy rok - i ten pełen był wydarzeń, chwil radości, zwątpienia, wahania.
(może rok jak każdy, ale ja - to nie ja "jak zwykle")
Świadomie celebruję ostatnio swoje dni, przeżywając je po swojemu.
Ale do takiego stanu trzeba dojrzeć.
Ja dojrzałam.

Poznałam w tym roku wiele cudownych osób.
Większość przez internet.
Dziękuję Wam za te znajomości.
Dziękuję Wam za pomoc.
Dziękuję za dobre słowa, pełne niesamowitej mocy.

Z obietnic noworocznych życzę sobie tylko takich dobrych ludzi na drodze.
Złych będę omijać, wymijać, wykręcać! Obiecuję!
Odchudzać też się nie będę! 

Macie wrażenie, że mimo wszystko ten rok był dobry?
I czegoś się nauczyliście?
I za coś wdzięczni jesteście?

Zostawiam Was z wierszykiem o Zomecie:

Zometa niczym kometa
wpadła długim korytarzem
do mojej głowy.
Zamknęła me oczy
ale nie duszę
i co ja we śnie widzę?
Że kogoś uduszę! 

:)

wracam spać .
to czasami najlepsze wyjście w trudnych chwilach :)

...






I pamiętajcie : 



I jeszcze: 




Życzę Wam tylko dobrych chwil i ludzi w 2013 roku.
Dziękuję za życzenia i ściskam Was pośród strzelających petard (niestety) .
Do zobaczenia za rok! :>



piątek, 28 grudnia 2012

279. pierwszy wlew zomety


Zanurzona  w Zmierzchu i w związku z tym półprzytomna, udałam się na pierwszy wlew Zometki.
Uh, gdy zobaczyłam cenę, zazgrzytałam zębami.
No trudno, bez-cenna jestem przecież :)

Wychyliłam pół litra dożylnie i prędko do domu jechałam TAKA GŁODNA,
że  z wrażenia zostawiłam podusię swoją w zabiegowym :/
TAKA GŁODNA wpadłam do domu
prędko pokroiłam bułkę
nałożyłam wędlinę
na to śledź.

Mało.

Szperając w torbie i szukając w niej podusi (akurat by się zmieściła, taaa) znalazłam pączka.
Pączek z toffi.
Obrzydliwie słodki
wpadł w czeluść za śledziem.

Gdyby nie rak, pomyślałabym, że w ciąży jestem.
A to TYLKO rozpusta po-świąteczna.
Pozwalam sobie na takie rzeczy, gdyż chudnę ostatnio.
Za szybko.
Więc nadrabiam czym się da :D
Raz na jakiś czas muszę zaszaleć.
Jestem tylko człowiekiem. W dodatku śmiertelnym.


**

Na obiad zjadłam górę frytek z keczupem.
Poleciałam po podusię (tę od L5).
Teraz idę spać.
Dobranoc Państwu!







wtorek, 25 grudnia 2012

278. świątecznie








Życzę Wam Rodzinnych i Cudownych Świąt. 
Świętego Spokoju. 
Odpoczynku. 
A przede wszystkim Zdrowia. 
Niech Moc Świąt będzie z Wami cały rok! 


Przeżywam te Święta intensywnie.
Chłonę każdą chwilę.
Robię Album Przeżytych Wspólnie Chwil.
Choć siły mam na rezerwie uśmiecham się.
Choć Młoda się zepsuła i smarka - jest cudnie.
Choć sama zaczynam się psuć (czyt. smarkać) nic to.
Choć najchętniej bym się położyła i spała -
siedzę i przeżywam.

Przeżywajcie również !
Ściskam!





niedziela, 23 grudnia 2012

277. po - cz.1



"Akcja nie jest smutna!!

Akcja jest wesoła, bo niesie życie! Jeśli wszyscy wokół Magdy stworzą pole dobrych myśli, to będzie jej łatwo wygrać! 

Więc to bardzo wesoły, dobry i wzruszający wieczór :) 

Zakładając, że jesteśmy fizycznie śmiertelni, to każdy żyje z wyrokiem, więc jej życie jest takie samo, jak tych, którzy wierzą w śmiertelność ciała.

Trzeba jej tylko pomóc w przetrwaniu - 
tylko tyle i aż tyle. "


Dziękuję za piątkowy wieczór pełen niespodzianek i wzruszeń.
Zaskakujący przebieg wydarzeń wbił mnie w podłogę.
Łamiącym się głosem powtórzę tym, którzy to zorganizowali, oraz tym, którzy uczestniczyli:

Dziękuję!!!






Przy takim składzie zabawa przednia: 




Moje ulubione: 
















Miłej niedzieli !!






piątek, 21 grudnia 2012

276. jadę na koncert...



...więc mam informację dla tych, którzy będą :

Uwaga, nie wyglądam jak chora na raka osoba, uprzedzam!
Wręcz przeciwnie - jak tryskający zdrowiem wulkan energii !

Wczoraj siedząc w kolejce do prof neurochirurga usłyszałam pełne zdumienia:
ojej, pani serio na raka choruje?? 
nie wygląda pani, oj nie...

Tak więc lojalnie uprzedzam
wygląd może (z)mylić.

Zakładam VSC, zapinam pasy i startuję.
Do zobaczenia!



poniedziałek, 17 grudnia 2012

275. zometa



No dobrze.
Skończyły się żarty, bierzem się ostro do pracy.
Jak wiecie lub się domyślacie odbyłam kilka konsultacji w/s swojej osoby ze współlokatorem.
Oficjalnie mogę już powiedzieć, że pod swoją opiekę przejął mnie Ulubiony Doktorek, którego znacie z opisów Joanny, tak więc pozwólcie, że przy tej nazwie pozostanę.
Ulubiony Doktorek ma chytry plan.
Chce mnie przestawić z Pamifosu na Zometę.
Pamifos oprócz tego, że fundował mi masakrę po odbiorze, to najzwyczajniej okazał się mało skuteczny. 
Zometa nie jest lekiem refundowanym przez NFZ.  Jeden wlew Zometki kosztuje ok 1800 zł miesięcznie.
Na jeden wlew mam. I co dalej?

Zometa jest lekiem stosowanym w krajach wysoko rozwiniętych.
Nasz kraj ciągle tkwi na wyżynach, ale absurdu NFZ-tu, udostępniając pacjentom średniej jakości leki.
Lub bez żadnej jakości/ani gwarancji.
Nie, nie oznacza, że stosowanie Zomety da mi gwarancję zdrowia.
Być może uda się zatrzymać proces nowotworowy, być może lepiej będę ją znosić, być może obniży ona wapń we krwi?
Wierzę w to głęboko..

Bardzo potrzebne są pieniądze, bez których ciężko będzie mi pożyć dłużej, niż kilka miesięcy lub lat.
Bardzo potrzebne są kupione przez Was bilety na Koncert, z którego cały dochód idzie na moje konto w Alivi. Całe 100% ! 
Bardzo Was proszę o pomoc.
Bardzo...







....









sobota, 15 grudnia 2012

274. kanon


Dzieją się rzeczy tak niesamowite, że aż trudno w nie uwierzyć.
Znacie ten stan?
Kiedy coś, co nie rokowało  najlepiej - nieoczekiwanie zmienia barwę i kierunek na najlepsze?

*

Posłuchajcie rewelacyjnego Andrzeja, On wie, co śpiewa .. :



Ja wam mówię: jest dobrze,
Jest dobrze, jest dobrze,
Ale nie najgorzej jest.

Ten kanon obowiązuje przez najbliższy tydzień . !
U nas w domu od dawna gości, teraz czas na masówkę.
Kto nie słuchał, nie pisze ! :))

Miłej soboty w gronie najbliższych ..




piątek, 14 grudnia 2012

273. tul


Minusowe temperatury owijają mnie szalem bliskości.
Lubię się przytulać wtedy.
Jest ciepło i przyjemnie.
Lubisz się przytulać?

Odstawiłam tymczasem plasterki przeciwbólowe.
Mój żołądek fika i tak.
Mam nadzieję, że się nie zepsuł.
Ratuję i reanimuję go, czym się da ;> .

Pamiętacie o moim fantastycznym koncercie?
Będę tam!
Może się spotkamy? Pogadamy? 
Przytulimy?

...


Kto przyjdzie?



środa, 12 grudnia 2012

272. och


Wróciłam pełna dobrej energii z rezonansu.
Rak stoi w miejscu, przyczaił się i "czeka" na kontratak.

Niedługo dostanie w dupę!
W zasadzie i ja dostanę, bo moja okolica lędźwiowo-krzyżowa świeci jak choinka na święta.
Ale nie ma żadnych złamań, są nawet zwyrodnienia, no nie wiedziałam, że z takich rzeczy można się tak cieszyć :)

Pamiętacie o koncercie?
Wiecie, że można się w kilka osób na jeden bilet-cegiełkę złożyć?
Bardzo Was proszę , pomóżcie!



Tymczasem idę z panem rakiem do pana doktora ustalić, dlaczego po plastrach chce mi się zwracać i niech on coś w związku z tym wymyśli, gdyż skłonna jestem je od-stawić.
Plastry mają takie działanie uboczne - wymioty, nudności, bóle głowy.
Potrzebne jest jakieś antidotum.
Ściskam!


poniedziałek, 10 grudnia 2012

271. oj


Coś (to coś to głowa i żołądek) mnie boli.
Szukam przyczyn technicznych.
Obstawiam :
a) zmiana klimatu na zimowy
b) stres
c) skutki uboczne plastra (taki mały, a taki potężny)

Zrobimy eksperyment, będziemy wiedzieć . . .

Niedzielne popołudnie wypełnił nam przyjemny najazd rodzinny.
Przy herbacie i ciastkach rozmawialiśmy i się śmialiśmy.
Nastała dyskusja.
O kremacjach.
Czy to prawda , że jeżeli zostaną jakieś kosteczki to ulegają one zmieleniu?
Zdania w guglach są podzielone.
No cóż, ze mną takowego problemu nie będzie. Już rak o to zadba...
(ha ha, taki makabryczny żart, śmiejemy się ! ) 

Czy Ktoś jeszcze nie wie o koncercie?
A o śfince mojej?

Dziękuję za loterie, wpłaty, udostępnianie, linkowanie, rozpowszechnianie.
Bez Was nic .
Ściskam!


piątek, 7 grudnia 2012

270. mikołajki


Ooo, blogaś przeżywa inwazję mocy.
Jak to kiedyś ktoś już napisał - z przytulnego pokoju nabrał cech lotniska.
Mocy przybywaj!


Mikołajki w naszym domu nigdy nie były specjalnie obchodzone.
Dla Młodej tak.
My - obdarowywaliśmy się prezentami dopiero w Święta.
A tu niespodzianka.
Pocztą przyszły dla mnie prezenty od Czarownic - (dziękuję Wam Kochane),
potem mikołaj MM przydreptał do mnie na kanapę i obrzucił prezentami, Młoda - mikołajek obcałowała, a Asystentka Mikołajowa Teściowa dorzuciła mi ciepły prezent. My, domowe mikołaje również stanęliśmy na wysokości zadania ;>
Jak stwierdził MM - intuicja.
Dostałam wiele ciepłych maili od Was - czytaczy - pomagaczy. Dziękuję. Odpowiem na wszystkie.

Zastanawiam się nad tym fenomenem.
Mikołajki dla mnie nie miały nigdy większego znaczenia.
A tu nagle taka niespodzianka.
Taki niezwykły, magiczny czas. Mogę być jak dziecko.
Jestem jak dziecko. Czuję się jak dziecko.
Mogę się oderwać od szarych myśli , och och ;> .
Dziękuję.

We wtorek jadę z moim nieodłącznym towarzyszem rakiem na rezonans magnetyczny.
Potem, po konsultacji z Ulubionym Doktorkiem , zacznie się pewnie mega impreza. 
Nie wiem, czy to wszystko przed świętami ogarnę, nie wiem.

Na razie idę cieszyć oczy swoimi prezentami :)
A Wy pamiętacie o koncercie


...





środa, 5 grudnia 2012

269. Pójdziesz na koncert?


Jest mi niezwykle przyjemnie zaprosić Was na nie-zwykły, a charytatywny koncert.


Cytując klasyka: Pomożecie?

Wszystkie informacje na obrazku, bilety do kupienia TU.

Jeżeli ktoś z Was zdecyduje się wykupić bilet-cegiełkę (sam lub wspólnie z inną osobą) i nie będzie mógł przybyć na  koncert, uprzejma prośba o poinformowanie organizatorów mailem na adres: biuro@projekt-teatr.pl  (przekładając - można kupić bilet i nie iść na koncert - trochę głupio, ale możliwości jest zawsze kilka. Można się też w kilka osób złożyć na bilet. Można kupić 1000 biletów - no dobra, przesadzam, ale kilka? ;> )

Udostępnijcie gdzie się da, proszę.
Na fejsbuku na przykład.
Na blogasiach (u mnie nad ulubionymi blogami jest foto z info).
Z ust do ust, z mejla do mejla.

A to wszystko DLATEGO.
Zostałam podopieczną Fundacji Alivia.

Dziękuję.
I dziękuję Tym, którzy się zajęli tym projektem. Jesteście Wielcy.

...



niedziela, 2 grudnia 2012

268. zabawa



Przespałam andrzejki.
Zdarza się.
Ale za to wymyśliłam dziś małą zabawę dla Was.

Ostatnio znowu nam Kogoś ubyło z blogosfery, o czym wiem równie dobrze, jak i Wy.
Dziewczyna bardzo mądra, ciepła, cóż, widać na takie jest popyt tam na górze...
Ona bywała u mnie, ja u Niej i tak się wzajemnie wspierałyśmy.

Leżąc na kanapie i trzymając pilota od tivi , przemieszczałam się po nędznych, nie ukrywajmy kanałach.
Na jednym się zatrzymałam.
Stacja muzyczna, muzyka - no nazwijmy ją poprawna - i piosenka, która od razu, bez zająknięcia skojarzyła się z Ewą. Od razu Ją widzę, czytam itp.
Zaczęłam się bawić "przykładając" piosenki do wybranych nicków, pod którymi kryje się osoba, którą albo znam osobiście, albo wymieniłam kilka mejli, telefonów itd.
Ponieważ nie dałabym rady "przyłożyć" piosenek do wszystkich, pozwólcie, że będzie to naprawdę kilka osób.
Niech nie czują się obrażone osoby, z którymi mam ciepły kontakt, ale po prostu nie znam ich tak, jak te, które zaraz zawisną tu na stronie głównej, każda ze "swoją piosenką". Nie chciałabym kogoś taką piosenką urazić. OK?

Nie są one żadną wyrocznią, po prostu identyfikuję te kawałki czytając. Czytając bloga, mejla, rozmawiając - słyszę daną osobę po prostu przez litery, że tak powiem.

To tak dla uśmiechu, żeby było nam przez chwilę lepiej.
Zaczynamy:

Panistarsza - Martyna J.
Chustka - Kulka i Czesław
Viki - Coco
Aleex - Do zabrania
Elw - W 4 minuty
Ewu - Hymn!
Ostra - Nie daje się!
Anula - Tak!
Amri Nie jesteś sama
Ryba - Euforia
Li - Od razu Cię widzę!
Futrzak - Jako Natalia
Infatuation-junkie - Mój świat
Tabaka/Doro - Bo tak!
Ania - Biegnę za Tobą
Młoda - Po prostu Młoda

Śmiejecie się? Super. O to chodziło. Tak Was widzę, gdy Was czytam  :)

Możecie i Wy się ze mną pobawić i napisać, do której piosenki ja pasuję wg Was?
Pytanie do wszystkich, niech poznam więcej Was w Was !


(zaczynam się bać :>)





piątek, 30 listopada 2012

267. flack


Zanim powieki zamknę celem spania
powiem tylko
że normalność mi zniknęła w tym tygodniu.
Męczą mnie jakieś dziwne bóle
nie, to nie rak.
Rak grzecznie śpi pod osłoną plastra!

Jelitówka wypłukała cenne elektrolity i potas,
w wyniku czego dopadł mnie ból i skurcz mięśni przy łopatce.

Otoczona lekami i zabezpieczona przed inwazją pamifosu
oddaję się kanapie więc.
Wszystkie myśli złe zostawiam za drzwiami, a kysz ! 

Muszę się naprawić, gdyż za tymi samymi drzwiami w kolejce czekają na mnie kolejne
schody.
Ale teraz spać, spać, spać...



...



środa, 28 listopada 2012

266. ostro


Wycięto mi wtorek z kalendarza..?

Z Młodej przeszło na nas.
Mega wymioty , które sponiewierały do bólu.
Żołądek wyszedł mi chyba uszami, wątroba zagrała z trzustką w berka, jedynie rak zachował się przyzwoicie.
Schował się pod plastrami i pozwolił mi o sobie zapomnieć i dupy mi nie zawracał.
Dziś wyglądam jak zombie, ale za to mogę się poruszać po domu na kończynach dolnych.
A nie na czworakach.

Młoda napatrzywszy się na cierpienia swoich rodzicieli - zaczęła bredzić, że to Jej wina i od tego zaczęła się źle czuć.
Zawroty głowy, ból brzucha, kolacji nie, do szkoły nie.
Zwlekłam się z łóżka i zagrałam bohatera. O mało nie zatańczyłam , ale
skutek był.
Dziecko moje ukochane zobaczyło, że z matką jest ok, więc i sama lepiej się poczuła.

Cała upocona doznaniami bohaterstwa dowlokłam się do łóżka.
Świat wirował, flaki grały, ale najważniejsze, że z Nią było już dobrze.
Pomyślałam, ty głupia. A co będzie potem?
Będę zgrywać bohatera?


*

Idę dogorywać w towarzystwie rodziny.. ech



poniedziałek, 26 listopada 2012

265. szeroko



Wyspana. .

Młoda przetrzymała nocne rzyganie z soboty na niedzielę i uległa poprawie.
Wnioskuję to po pyskowaniu..

Nie mam wieści z Wieliszewa, cóż, czekać mi kazano.
Profesor też każe czekać. Chlipałam Mu w rękaw przez telefon, prosił, no prosił, abym nie ryczała, bo i On się rozpłacze, a co wtedy?
No do-do-dobrze, już nie będęęę....wysmarkałam w słuchawkę.

Poinstruowana i uzbrojona po zęby pojechałam do doktorka od spraw bólowych z hospicjum.
Od dziś na moje żądanie testujem plastry przeciwbólowe.
Wierzę głęboko, że pomogą zdjąć ból i zająć mi się leczeniem, a nie leżeniem.

Mimo, iż przespałam pół dnia (przed południem zwlekłam się z łóżka) to zdążyłam się zachwycić pięknym słońcem, które , mimo, że świeci mi centralnie prosto w oczy zawsze wtedy, kiedy jadę autem - i tak było przecudne i uśmiechało się szeroko.
Odwzajemniam.
Szeroko.

*

MM oraz moja znajoma podsunęli mi pomysł, aby zrobić listę rzeczy, które chcę zrobić, przeżyć, zobaczyć.
Dziwnie się czuję myśląc o tym, ale generalnie warto.
Każdy taką listę powinien sobie zrobić.
Bo tak!






sobota, 24 listopada 2012

264. po badaniu



Jestem od wczoraj niezmiernie rozczarowana.


Badanie trwało 4 godziny.
Najpierw dożylnie dostałam izotop, potem musiałam wypić 2 litry wody, żeby się wypłukał z flaków.
Trwało to 2 godz.
Jazda pod urządzeniem, które mnie zeskanowało - ok 40 min.
Oczekiwanie na wynik - pół godziny.

Wynik potwierdził to, co oczy z Wieliszewa wypatrzyły, czyli cytując :
"(...) w rzucie trzonów kręgów C2, C7, L1 (część tylna), S1 (część przednia boczna lewa) oraz w rzucie kolca biodrowego przedniego górnego prawej kości biodrowej - zmiany typu meta. "

Oprócz tego pan rak-srak puka do mojej głowy od tyłu (w obrębie kości potylicznej) i o dziwo buty wyciera przed wejściem! Myślę, że trochę czasu mu zejdzie na wycieraniu butów, coby w tym czasie go czymś przegonić.

Jestem rozczarowana, ponieważ znowu zapomniałam , na jakiej zasadzie rak-srak bawi się ze mną w chowanego. I że typ z niego złośliwy.
Powalił mnie w ten rundzie , przyznam.
Wracając do domu miałam dużo czasu na rozmyślania.
Że boję się , jaki będzie rok 2013.
Że jeszcze nie zrobiłam porządków w szafach.
Że Młoda jest stanowczo za młoda, żeby puścić jej rękę.(zawsze będzie)
Że jeszcze nie pojechałam w Bieszczady.
Że MM (mój mąż) sobie nie poradzi.

Że jeszcze mam dużo kg, więc i walka będzie dłuższa.
Że zmiany są przecie małe.
Że nie po to włosy zapuszczam, żeby poszły na zmarnowanie.
Że nie wybieram się nigdzie, bo nie mam na to ochoty.
Że mam zajebistą rodzinę i przyjaciół i dla nich się będę podnosić.

W związku z tym potrzebna mi pomoc.
Pomoc - program wsparcia nadziei (PWN) .
Podsuńcie jakieś pomysły, co zrobić, gdy mgła opatula głowę?
TV, internet i książki wykluczone z zabawy , są powierzchowne.

Tymczasem muszę znikać, gdyż Młoda mi się zepsuła i rzyga.
A gdy Jej się poprawi pójdę tradycyjnie spać.
Trzeba sił nabierać.
Ech.

W poniedziałek zapadną pierwsze decyzje dot. mnie.


środa, 21 listopada 2012

263.



Narasta we mnie niepokój dot. badania.
Gdybym miała siłę, to chodziłabym od ściany do ściany.
(podobno to pomaga)
Próbuję przeprowadzać afirmację, ale mam zamulony umysł.
Trzęsą mi się ręce.

*

Spotkałam się ze znajomą.
Straciła dziecko w ósmym miesiącu ciąży.
Dziewczynka.
Miała zawał łożyska.
Utopiła się w wodach płodowych.
Ma jeszcze dwójkę dzieci, młodsza ma 5 lat i patrząc w jej uśmiechniętą buzię i rozmawiając z nią językiem pięciolatków -
głaszcząc ją po główce powiedziałam , że wiesz, chyba wszystkie cierpienia masz wynagrodzone patrząc na tego małego aniołka.
Przyznała, że tak.

Patrząc na cierpienia wokół ciśnie się na usta pytanie dlaczego?
Zastępuje je więc pytaniem po co?

Ciągle nie ma odpowiedzi.



poniedziałek, 19 listopada 2012

262.




Jak mam czas to leżę i odpoczywam, jak nie mam czasu to tylko leżę!


...


Krzywa życiowa znowu na szali spania.
Trudno, co zrobić.
Trzeba spać.
Kto nie lubi spać?
Czarownica! :*





niedziela, 18 listopada 2012

261.

*

Z całej niedzieli niedzielne popołudnia należą do moich ulubionych.
(znowu będzie prorodzinnie)
Latem po obiedzie odpoczywamy na werandzie osłoniętej od oczu obcych kwiatami i winogronem.
Słuchamy muzyki, czytamy książki, popijamy herbatę, rozmawiamy, śmiejemy się, dyskutujemy.
Zimą pod kocem wygłupiamy się, palimy w piecu, czytamy, śpimy...
Czasem ktoś wpadnie na gorącą herbatę,
czasem zamykamy drzwi.
Pod wieczór zaczyna się krzątanie przed poniedziałkiem -
trzeba sprawdzić, czy Młoda na pewno odrobiła lekcje
czy koszule wyprasowane
wyjąć pieczywo z zamrażalnika
naszykować pranie na jutro rano
sprawdzić, czy śmieci na pewno jutro wywiozą
ustalić plan na tydzień
usprawnić kolejkę do łazienki :D

nie ma miejsca na rozmyślania nad sensem życia w chorobie, rzekłabym - nie ma na to czasu.

Dlaczego uprawiam politykę prorodzinną?
Bo moim rodzicom - jak wiecie - nie wyszła.
To, co dla nich nie miało kompletnego znaczenia - słowo dom - dla mnie jest drogowskazem.
Kluczem.
Miejscem, gdzie czuję się bezpieczna, spokojna, gdzie odpoczywam naprawdę.

Są dni, że mleko wykipi, talerze fruwają, pilot od tv znowu leży zepsuty na podłodze.
Ale to tylko takie potwierdzenia na to , że żyć bez siebie nie możemy.
My -
dumna trójka.
(raka nie wliczamy, choć on jest cały czas ze mną, jednak zupełnie do nas nie pasuje) 

*

To są dni, kiedy "cierpię" na wyparcie choroby.
Nie ma.
Jak może być, skoro czuję się w miarę dobrze i mam TAKĄ rodzinę? No jak?


...




sobota, 17 listopada 2012

260.







Jestem śpiąca, zmęczona i nieprawdopodobnie śniąca o nieprawdopodobnych rzeczach.
Myślę, że mój organizm przystosowuje się do zmian w rozkładzie jazdy.
Głowa już się przystosowała.

*

Korzystając z okazji chciałabym podziękować Panistarszej za serce (jak zwykle) i pomoc.
Sisi - za Salus.
No i kilku Czarownicom, które dobrze wiedzą, że lubię wanilię i czekoladę kawową ;)
Dziękuję ! ♥

*

Tygodnia niespodzianek ciąg dalszy.
Dziś wieczorem odbędzie się u nas w domu koncert Kultu, potem prawdopodobnie KSU, ewentualnie Dżem lub Lao Che.
Muzyka będzie zagłuszała raka, a wino go będzie zalewało. 

*

Dziękuję też Wam za maile, smsy, budujące one som.

Tymczasem..
Idę się robić na Bóstwo.

Ciało!




środa, 14 listopada 2012

259.

Jestem sama ze sobą. We dwie nam raźniej po prostu.

Badanie TK na płycie , którą wysłałam do Wieliszewa - obejrzało grono ekspertów.
Stwierdzono, iż ...
by się przydała jeszcze scyntygrafia kości, celem uzupełnienia obrazu i 100% pewności do treści . .
Treść mnie zaskakuje, podobnie jak cała przeklęta choroba...
Gdzieś gad pełznie w okolicę kości biodrowej.
A ponieważ jestem cały czas na antybólach - nie czuję tego.
Nic to. W piątek 23.11 będzie scyntygrafia, będzie wiadomo.

Pomijam milczeniem wymownym lekarza ode mnie ze wsi, co czytać obrazu TK nie potrafi.
Wg jego "wyuczonego" oka wszystko jest ok.
Wg oczów z Wieliszewa nie jest ok.
To dla mnie dowód na to , że zawsze warto robić badania tam , gdzie nie tylko są dobre maszyny, ale i specjaliści, którzy są po prostu wykształceni.
Wielkie podziękowania dla Pani Dr Od Chemioterapii, za to, że zareagowała i poddała w wątpliwość  "opis" wieśniackiego "lekarza" (może on jest weterynarzem?)
Zapisała mnie na scyntygrafię  w Międzylesiu (Warszawa). Ma rację, gdzie ja tu we wsi bym zrobiła takie badanie? 


*


Świat wydaje się lepszy... z M. 


*

Przechodzę trudny czas, wyznam Wam szczerze.  Proszę , żeby to uszanować. Tyle.
Muszę sobie znowu poukładać pewne rzeczy i nie będę tego ukrywać.
Teksty typu no co Ty, trzeba walczyć, nie możesz tak myśleć, Chustka walczyła cały czas, nie poddawaj się czasami! - proszę zostawić dla siebie. Ja nie jestem Chustka, ani żadna inna. Ja to ja.


Dziękuję. 





sobota, 10 listopada 2012

258.

Z energetyczną wizualizacją "normalności inaczej" pojechałam na zakupy.
Kobiety tak mają ..?
W lumpeksie znalazłam cudny sweter i bluzkę taką tam.
Za 20 zeta wszystko.
Lubicie kupować w lumpach?

*

Z względnie poprawionym humorem oddaję się z przyjemnością
rodzinie.

Wam też to radzę. Rodzinę.






czwartek, 8 listopada 2012

257.

Tik tak..
Czas nieubłagalnie idzie do przodu.
Nie pomaga cofnięcie zegara o godzinę do tyłu.
Nie zapisują się chwile , niczym w kartkach pamiętnika.
Zegar odmierza minuty, godziny w jakimś pośpiechu.
Może to nie pośpiech, może to ja za szybko żyję, żeby zdążyć?
Tik tak?
Zegar z rakiem odmierza mój czas podwójnie.
Piękne i ulotne chwile ulatują szybciej.
Każą mi żyć chwilą, a chwila okazuje się być rozczarowaną codziennością.
Tu nie ma podziału na zdrowych i chorych.
Muszę żyć normalnie, a że nie nadążam za tą codziennością...
Tik tak!
Nie!
Zatrzymuję zegar.
Złuda.
Czas idzie sobie dalej. Jestem spóźniona.
Ale szczęśliwa przez chwilę..

*

W tym zgiełku i pogoni za czasem
przeciągając się w pościeli COŚ
mi się uświadomiło.
Mijają dwa lata od operacji, ubieram się schematycznie co rano, jest dla mnie oczywiste puste miejsce po prawej stronie.
Przyzwyczajenie drugą naturą.
Pogodziłam się ze stratą.
Pogodziłam się, że już tej pustki nie wypełnię.
Pogodziłam się z wieloma rzeczami.
Pogodziłam się ze sobą, nieco wybrakowaną, nadrabiającą czym innym ;).
Tik tak. .

Nie mogę się tylko pogodzić z bólem.
Gdy go nie ma , życie wydaje się jakieś normalne.
Pojęcie normalne kiedyś opiszę.

...


środa, 7 listopada 2012

256.



Znalazłam. Najpierw zdjęcie :

a teraz źródło:


Niewyczerpane źródło przepisów i życia pełnego całych garści . 

Korzystam nieraz, nie dwa z pomysłów autorki, polecam Wam również!
Ciasto jest tak proste do zrobienia, że już prostsze być nie może.
Owoce do dowolnego wyboru. Proporcje również. Drugi raz zrobiłam na całej, dużej , prostokątnej blaszce.
Smacznego!




wtorek, 6 listopada 2012

255.


Ciągle w głowie huczy
li, oli, boli.
Żeby można było pozbyć się głowy..
Tam, gdzie zawsze jest początek
myślenia i nie-myślenia..
Od zaciskania zębów robi mi się
krzywy zgryz
ale
czy lepszy fałszywy uśmiech?

*

Wieliszew wziął sprawę w swoje ręce.
Płyta z obrazami mojego wnętrza trafi w ręce specjalistów.


Czekam więc.

*

Listopad powinien być miesiącem przytulania , żeby można było przetrwać ciemne i ponure dni.
Dziecko sąsiadki z naprzeciwka wczoraj przylgnęło do mnie , jak do misia.
Małe, ciepłe, kruche ciałko dało niesamowite ukojenie.
Przybiegłam szybko do domu i przyciągam Młodą.
Młoda bez oporów się przytula. 

Tulimy!
Cały rok. Listopad to za mało !





piątek, 2 listopada 2012

254.

Wprowadziłam zmiany. 
Się podoba? 


Odebrałam wynik TK, którego nie rozumiem. 
Myślę, że pan, który robił opis - też chyba nie za wiele wie. 
Gra w "albo - albo" potrwa do czasu konsultacji z Wieliszewem.
Albo zagęszczenie zwyrodnieniowe trzonu Th 11.
Albo meta. (w jęz.med. przerzut)
Poza tym jak bolało, tak boli dalej. 
Dawka dzienna 200 mg tramalu niestety nie wystarcza. 
Dokładam więc zrezygnowana jeszcze 100. 

Życie toczy się do przodu bez względu na to, czy mnie boli, czy nie.

*

Dum Dum Girl...



A kiedy brudny śnieg
odsłonił ubrane drzewa
w resztki liści,
kiedy wiatr porwał mi
chustkę-
zdjęłam czapkę
razem z
włosami.
Odetchnęłam jedną piersią
i scałowałam Twoją łzę
z policzka we śnie...
(na pożegnanie)

...





czwartek, 1 listopada 2012

253.




*


O n i  - wszyscy święci, zmarli - nie obrażą się na mnie, jeśli im dziś obowiązkowo nie zapalę znicza.
O n i  - wiedzą, że myślę o nich cały rok.

Posiedzę w domu, przy mężu, wypatrując uśmiechu na niebie od  n i c h .
Mąż się zepsuł.


A w ogóle to jutro jest Święto Zmarłych.
A dziś i zawsze można by pomyśleć o nich...


...




wtorek, 30 października 2012

252. Została mi w rękach tylko Twoja sukienka...








Schowałaś mi w YT piosenkę "Moja Sukienka", ech, czyma się Ciebie żart...
Dlaczego chciałam "Moją Sukienkę"?
Pamiętasz , jak Panistarsza i Piotr przywieźli mi do Wieliszewa Twoją sukienkę do naświetlań?
Taką dłuuugą, granatową, na cienkich ramiączkach, pamiętasz?
Kiedy ją założyłam - czułam Twój zapach.
I postanowiłam, że nie mogę jej zbeszcześcić jakimiś naświetlaniami!
Ona spała ze mną.
Czułam wtedy, że Jesteś tak blisko, bliziutko...
Śmiałaś się, gdy dowiedziałaś się, do czego przydała mi się Twoja sukienka.
Używasz jej jako spadochronu, obrusa? - zapytałaś z uśmiechem.
Nie, jako poduszkę. Śmiech . Śmiech. Mimo bólu śmiech.

Mam ją cały czas. Założę ją latem, pozwolisz?

*

Dziękuję Ci za wczorajszy uśmiech z chmur.
Za serducho, jakie wymalowałaś z tych samych chmur.
Obiecałaś, że wejdziesz ze mną do tuby TK, pamiętasz?
Chodźmy więc, bo się spóźnimy...




poniedziałek, 29 października 2012

251.



Nafaszerowana narkotycznym tramalem miałam długie sny.
Hipnotyczne, taneczne ruchy Chustki prześladowały mnie dwie noce.
Śniła mi się Ona zdrowa, piękna, nie zmącona niczym, niczym grecka boginka.
Wołała mnie, machając do mnie ręką, bym zatańczyła z Nią.
Odmówiłam, przerażona , że mylę sen z rzeczywistością.
Nawet we śnie wiedziałam, że śnię. . .

*

Zaopatrzona w środki przeciwbólowe stwierdziłam, że zaryzykuję. (najwyżej bym pospała dłużej)
Sztafeta 4x100mg i od razu lepiej.
Powtórka w sobotę i można pożyć.
A że w półśnie..

Bo Wy nie wiecie, ale wracając z pamifosu postanowiłam zrobić zakupy.
Wyciągając torbę z zakupami z auta coś mi trachnęęełoo w L5.
Nadwyrężyłam sobie kawałek swojego lichego kręgosłupa , stąd też większa dawka tramalu. No i maść przeciwból. No i opierdol od Swoich Najbliższych.
Tak się kończy bohaterska samodzielność.
Teraz w pół się zgiąć nie mogę.
A w sumie to po co mi to zginanie?
Żeby kurze ścierać? :P

*

Dostałam kilka pytań o poduszkę ortopedyczną , której używam , a którą nabyłam w sklepie medycznym u mnie we wsi. Tu macie link do obrazka i sposobu użytkowania. Ale niekoniecznie do kupienia akurat na allegro. Ta wersja to wersja drogawa.

*

Nie będę dziś sprzątać.
Przygotowuję się mentalnie do jutrzejszej tomografii zażywając xennę :>







piątek, 26 października 2012

250.





Sprzątamy.
Lekko.
Wszystko w pionie.
Nic nie boli.
Co za różnica!

*

Zawsze przed wyjazdem na chemię, naświetlania - musiałam posprzątać mieszkanie na błysk prawie. Pranie zawsze zrobione, kwiatki podlane, kurz nawet starty. Pościel zmieniona, koszule wyprasowane, naczynia pozmywane czekały grzecznie na suszarce.
Jakbym się bała, że nie wrócę..
Ale nigdy nie wiadomo, co i jak...?
Pamiętam pierwszy wyjazd na chemię do kopernika - zupełny obłęd przeżywałam.
Nie wiedziałam NIC.
Nie znałam NIKOGO, kto by mi mógł pomóc.

Wtedy powroty są łatwiejsze - mogę bez wyrzutów sumienia zalegnąć na kanapie i spać.
Dziś tak właśnie zrobię - zasnę na cały łykend.
W posprzątanym, wypranym, poukładanym domu.
Moje własne Katharsis.

*

Zabieram ze sobą poduszkę! Tą od kręgosłupa!
...





środa, 24 października 2012

249.

Wizyta w Wieliszewie za mną.
Pod drzwiami siedząc myślałam o Was.

Patrząc na panią z balkonikiem, na panią na wózku - myślałam o sobie. Czy ja też..? Kiedyś..?

Szybko wróciłam na moje Tu i Teraz.
Sprawy się mają wdzięcznie. Mam swoją pomoc życiową - gorset.
Mam wielkie ułatwienie w poruszaniu się (po domu), staniu (przy garach), mogę sama sprzątać, zmywać, gotować, latać na zakupy, bez kary w postaci bólu i długiego leżenia...ech...dostrzegam wielką różnicę w życiu z nim, a w życiu bez niego...

Dziękuję! ...

Tym wszystkim, którzy w tej sprawie "maczali palce".
Dziękuję Czarodziejkom !
Dziękuję , dziękuję, dziękuję!

*

Jeżeli chodzi o moje co dalej - w najbliższej przyszłości mam do zrobienia tomografię komputerową klatki piersiowej, brzucha i miednicy. A potem prawdopodobnie chemia. To potem odkładam na potem. Dziś Zoladex, w piątek Pamifos. Jestem zaopatrzona po zęby we wszystko, co mi niezbędne, by to wszystko przetrwać, więc po prostu zaciskam zęby i idę dalej.

Dodam jeszcze o małym, niezbędnym drobiazgu umilającym życie - poduszka lędźwiowa ortopedyczna - cudowny wynalazek pod plecy, idealnie nadaje się do jazdy samochodem, do siedzenia przed komputerem, wszelkiego innego siedzenia. Komfort Kochani, komfort! Polecam wszystkim!

*

Ubrana, uczesana, wygodnie umoszczona idę zmagać się ze służbą zdrowia, badaniami, zastrzykami, tabletkami i kroplówkami. Za tą wygodę dziękuję Wam raz jeszcze! Muah!



niedziela, 21 października 2012

248. sabat



Piątkowo-sobotnia noc niczym zaczarowana.
W ciemności wypatruję czasu.
TEN czas nadchodzi.

Wpadam w objęcia pięknej, uderzająco podobnej do Doroty Segdy Elw.
Rozmawiamy niczym stare znajome, otoczone starymi zdjęciami.
Dzieci zapoznane ze sobą siedzą na podłodze grając w Jaki to znak.
Czekamy.
Czekamy na drugą z czarownic, podobną z kolei do Esmeraldy z Dzwonnika z Notre Dame.
(Esmeralda się spóźnia, gdyż zapewne czaruje tort urodzinowy dla Syna)
Ale jest! W objęciu Jej długich, czarnych włosów i perfum zasiadamy przy kawie.

W atmosferze kawy z mlekiem, okruchów z ciasta drożdżowego i muzyki w tle - rozmowom nie ma końca.
Dyskusje z pełną gestykulacją , wymiana doświadczeń, podobne spojrzenie na świat - kradnie nam czas.

od lewej Esmeralda, czyli Viki, Ksena , czyli ja i Dorota Segda, czyli Elw 

Dziękuję Wam Czarownice za odwiedziny :) <3



piątek, 19 października 2012

247.






Czy wiecie, że jutro jest Biała Sobota ?
Czy mam Was namawiać na odwiedzenie swoich regionalnych ośrodków onkologicznych w celu zbadania cycków i podwozia?
Czy nie muszę Was namawiać, bo wiecie? Czytacie blogi po prawej stronie? No. To już widzę jak badacie i macacie!

Jutrzejsza sobota jest w ogóle wyjątkowa. Kiedy Wy będziecie robić przegląd , ja będę sączyć kawę na kanapie w realu. Wirtualna kawa nam nie wystarcza! Przyjadą do mnie czarownice odczarować złooo. Moje piękne, mądre czarownice. Będzie sabat.

Także ja się bawię, a Wy się badacie!
Potem ja będę się badać, a Wy będziecie spokojnie sączyć kawę.
Relacja z sabatowej soboty już wkrótce!
Na Wasze relacje z białej soboty czekam w skrzynce pocztowej : ksena@op.pl.



środa, 17 października 2012

246.

Tłoczno tu na stronie :>
Ale to miłe.

Za tydzień we wtorek (23.10) mam konsultację u chemioterapeuty w Wieliszewie.

Podchodzę z kamienną twarzą do tego. Bo przecież czego innego mam się spodziewać?
Od chorowania na raka nie ma urlopu. Niestety.

*

Młoda ma napięty grafik ostatnio. Kółko teatralne, religia w innym mieście, basen, taniec. Jest szczęśliwa, choć nieco zmęczona, WIDZĘ to. Ale ona z tych, co zawsze będą się wypierać, że nie jest różowo, tylko kolorowo. Ale w tym napiętym grafiku jest czas na wariactwa z matką. Wczoraj tańczyłyśmy w pokoju.
- Mamo, mamo, a nie boli Cię? 
- Ależ skąd - a pomyślałam, że nie , wcale, tylko mnie napierdziela....
Pod wymówką, że się zmęczyłam, bom stara, ułożyłam się na kanapie i śmiałam się do łez z "tańców".
Cudzysłów, ponieważ Wy nie wiecie, ale ja wiem, że Młoda to taki mały, drewniany "pajacyk".
Tyle, że bez długiego nosa. Najukochańszy mój mały pajacyk...


*

Na deser zostawiam cudowny kawałek od cudownej kobiety :



sobota, 13 października 2012

245.





Demencji ciąg dalszy.
Zapomniałam dawki przeciwbólu na noc.
Myślałam, że rano nie wstanę. (ohydnie bolało, jakby mi ktoś wyrwał kawałek kręgosłupa)
Jak to możliwe?
Że po pierwsze zapomniałam, a po drugie, że organizm tak szybko się przyzwyczaja do narkotyków?
Teraz jem je pod nazwą poltram.
Spisują się.
Starczają na jakieś 18 godzin :>

*

Znalazłam na twarzoksiążce ciekawą , niby chińską sentencję :







... że też sama na to nie wpadłam wcześniej ;>


piątek, 12 października 2012

244.

Fryzjer.
Najlepszym przyjacielem kobiety.
Uwielbiam swoją fryzjerkę, najwięcej za masaż głowy , pachnące odżywki i muzykę, gdy nie szumią suszarki.
Od razu mi lepiej.

*

Widzę, że sobie zablokowałam komentarze pod poprzednim postem, dostałam kilka mejli w tej sprawie.
Niestety, zaczynam cierpieć na jakąś demencję.
Niedługo zacznę Wam wmawiać, że Was tu nie ma.
Ech.
Miłego łykendu, bez niepamięci. !



243.

Posłuchaj, to do Ciebie :



*

Markery są podwyższone, czekam na opinie medyków, co dalej.
Kiepskie dni są teraz. Takie płaczliwe. Nie przez markery. Po prostu. I.. Nie lubię. !

poniedziałek, 8 października 2012

242.




Pojechałam z rana pobrać krew na markery. Jak zwykle żyły bawiły się w chowanego i zostałam pokłuta eksperymentalnie w celu odnalezienia czegoś zdatnego do wysłupania choćby odrobiny.
Pod względem fizycznym przyzwyczaiłam się do ciągłego podkłuwania mnie co jakiś czas.
Jednak takie małe, niewinne badanko , jakim są markery - powoduje nieustający ucisk w czaszce i wzrost ciśnienia. Żeby nie myśleć na zapas, zajęłam się wyżywaniem pedagogicznym, podsuniętym super pomysłem przez Paniąstarszą. Zaczęłam wczoraj wieczorem. Ku niezadowoleniu Młodej.
Życie bywa brutalne. Nawet jak się myje zęby.

*

Jako uziemiona istota na kanapie zdarza mi się wieczorem na czymś zawiesić oko w TV. W niedzielne wieczory jest to z reguły zawsze "Czas Honoru". Uwielbiam z kilku względów. Nie o tym będę pisać. Nie ja jestem od recenzji. Wczoraj sobie uświadomiłam prostą rzecz. Zakładam, że znacie w miarę historię naszego kraju ;> , łatwo nam nigdy nie było. I mimo, że wojna się skończyła - Polacy i podziemie ciągle walczyło. A miało być tak pięknie - powrót do domu, machanie flagami, kwiaty, odbudowa kraju z pieśnią na ustach. O ofiarach tych dni się nie mówi. O szpiegach, donosicielach i ubekach też nie.
Tak samo jest z rakiem.
Oficjalne zakończenie leczenia, feta, kwiaty, szampan, konfetti.
Uznają Cię wszyscy za zdrową.
Ale o toczonych bitwach w środku wiesz tylko Ty.
Przecież jesteś silna jak państwo polskie.
Sojusznicy są, ale jakby ich nie było.
W pracy tylko czekają, aż się potkniesz.
I walczysz.
Walczysz. Do znudzenia.
Aż czujesz zmęczenie nieustającą walką, dbaniem o siebie, czuwasz, ale przysypiasz.

Wróg Cię atakuje.
Zdziwiona otwierasz oczy , potrząsasz głową, z uśmiechem przez łzy podnosisz się i walczysz.
A co w środku?
W środku krwawi Ci serce, otwierają się rany, czujesz, jak broń wyślizguje Ci się z rąk.

Walcz! Nie poddawaj się!
Truizm, truizm, truizm.
Ale co innego można usłyszeć?

sobota, 6 października 2012

241.

 Znalazłam ciekawy artykuł na kobieta.wp, podzielę się z Wami. Pogrubione frazy to "moje" - dokładnie te same odczucia.
Do rakowców - czy to są TE same punkty?
Do zdrowych - czy Wy też możecie się zastosować?


Oto 10 najważniejszych rzeczy, których można nauczyć się od ludzi, którzy wygrali z chorobą. Z ust mię wyjęte:

1)Ludzie, którzy przeżyli raka, są pewni siebie w arogancki i wręcz irytujący sposób. Nie przejmują się niczym i nikim. Mówią, co myślą. Nie przepraszają. Nie wstydzą się swojej łysiny po chemioterapii. Nie martwią się krytyką pod swoim adresem. Czują się królami życia, bo wygrali ze śmiercią.

 2)Nie obchodzi mnie, co myślą inni!
Ludzie, którzy przeżyli raka przestają żyć tak, żeby zadowolić kogokolwiek. Już nie przejmują się tym, co myślą o ich postępowaniu inni. Po spotkaniu ze śmiercią, wojna ze złośliwą teściową czy konfrontacja ze znienawidzoną szefową wydaje się już tylko niewinną gratką dla dzieciaków.

 3)Potrafię powiedzieć "nie"
Ludzie, którzy przetrwali chorobę nowotworową, uczą się być asertywni. Odmówią, jeśli nie mają ochoty pójść na przyjęcie - nawet jeśli wszyscy mówią, że "to wypada". Będą unikać towarzystwa, jeśli chcą pobyć sami. Szefowi odmówią wykonania idiotycznego zadania. Nie ulegną presji i nie zrobią niczego, co jest wbrew ich woli. Powiedzieli "nie" chorobie - reszta to pestka.

 4)Umiem wyrażać emocje!
Walka z rakiem to także walka ze swoimi słabościami. Kobiety, które wygrały z nowotworem nauczyły się swoje emocje wprost. Jeśli są złe, okazują to. Niczego nie udają. Szybko się złoszczą i szybko denerwują. Wiedzą, że najgorsze jest tłumienie uczuć w sobie. Ich wyrażanie jest zdrowe.

 5)Nie mam obsesji na punkcie wyglądu!
Za grube uda, fałdki na brzuchu, nowe zmarszczki, za małe cycki, za duża pupa? W obliczu śmierci to naprawdę nie jest ważne. Dbałość o siebie - tak, ale nie obsesja na punkcie perfekcyjnego wyglądu.

6)Dbam o swoje zdrowie:
Jeśli wygrywasz z rakiem, zaczynasz dbać o swoje zdrowie dużo bardziej niż wcześniej. Przestajesz palić. Pijesz z umiarem. Dbasz o wagę i zdrową dietę. Oklepane? Możliwe, ale ciężka choroba uświadamia, jak kruche jest życie i jak ważne zdrowie.

 7)"Kocham cię"!!
Kiedy uświadamiasz sobie, że każdy dzień może być twoim ostatnim, słowa nabierają zupełnie innego znaczenia. Nagle zdajesz sobie sprawę, że możesz nie zdążyć powiedzieć ważnym ludziom tego, co do nich czujesz. Wyznanie: "kocham cię" naprawdę nic nie kosztuje.

 8)Zrób to teraz!
Lubimy odkładać wszystko na bliżej nieokreślone "później". Zarówno przyjemności, jak i trudne decyzje. Nowotwór sprawia, że zaczynamy żyć dniem dzisiejszym. Liczy się tylko tu i teraz. Bo jutra może już nie być.

 9)Kocham ryzyko!
Rak uświadomił wielu kobietom, że warto korzystać z życia i robić rzeczy, na które zawsze brakowało im odwagi. Dlatego po wygranej walce decydują się na ekstremalne przygody: skok na bungee, lot szybowcem czy podróż dookoła świata. Bo kiedy, jeśli nie teraz?

 10)Pieniądze to nie wszystko!
Dobra praca, kariera i fantastyczne pieniądze? Kiedy okazuje się, że jesteś chora, stan konta i luksusowe wakacje przestają mieć znaczenie... 

 *

Ach, ten blogger, można go ustawiać, przestawiać, on pisze, ja śpię... Miłego łykendu !



piątek, 5 października 2012

240.



Czasami lepiej jest spać
W cieniu ogrodu dzikich traw
We śnie budować nowy świat
Czasami lepiej spać ...


Śpię bez opamiętania. Jesień czy rak?


 NIECH CI SIĘ PRZYŚNIĄ DZIKIE DRZEWA
NIECH CI SIĘ PRZYŚNI KWIATÓW RÓJ
NIECH CI SIĘ PRZYŚNI LEŚNY SKRZAT
NIECH CI SIĘ PRZYŚNIĘ JA

 ...tylko zaśnij...

Śnią mi się różne głupie głupoty. Tramal czy zmęczenie materiału?


Nieważna jest pora dnia. Może to być 10 rano, 12 w południe, przed obiadem, po obiedzie.
Teraz nawet nie szukam powodu. Po prostu się kładę i nakrywam koc na głowę. Jest 20? O, to czas na spanie. Mogę się założyć, że zasypiam szybciej od Młodej! Kiedy mówię dobranoc Mężowi o swoich wczesnych porach - widzę w Jego oczach żal i niedowierzanie, szybko zakrytymi troską .
Śpij, kochanie, śpij.

Bo kiedyś szłam spać ostatnia. Tak w okolicach północy. Ale to było kiedyś. A teraz... pójdę się zdrzemnąć...




wtorek, 2 października 2012

239. wieża bubel

Moje idiotyczne - ironiczne poczucie humoru powróciło. (dla jednych takie, dla innych owakie)
To oznacza , że mam się coraz lepiej. ;/

Marzy mi się mieć osiemnastoletnią naiwność, że świat jest piękny, ludzie życzliwi, a zdrowie po prostu jest.
Niestety, bagaż, jaki nam ktoś dostawia wraz z wiekiem - coraz bardziej mnie irytuje.
Zmierzam do tego, iż stara jak świat prawda , że światem rządzi kasa, władza i dupa - jest zadławioną i gorzką codziennością chleba naszego powszedniego. Układy, układziki, rączki obślinione, oczka puszczone, poklepywanie po pleckach, kolacyjki - nijak się ma do mnie. Niestety.
Tacy jak ja "kariery" nie (z)robią.


Szkoda mi Moich Bliskich, którzy w "korpo" zderzają się z tym na codzień. Człowiek człowiekowi szmatą.
Początek jest w domu. Kręgosłup moralny pionizują rodzice. Podobno.
Potem w szkole dalej - konkurencja, wyścig, złośliwe uśmieszki z napisem : ja jestem lepszy na czole.
Potem praca, w której podobno się pracuje. Zanim się zorientujesz, już jesteś wplątany w jakiś układ, umowę, coś - za coś, ja tobie, ty mnie, wiesz, rozumiesz.
Nie wierzę, że nikt z Was tego nie przerabiał? Lub nie spotkał takiej żmijki , co to na jej widok dostawało się torsji, spluwało pod nogi, takiej, co po trupach do celu..?

I tu moja ściana i powrót do siebie.
I moje ulubione zdanie niejakiej Sałygi : Jestem szczęśliwa, że zachorowałam. 

Gdyż omija mnie budowa wieży bubel.


środa, 26 września 2012

237.

Biegając po przychodniach, laboratoriach, gabinetach lekarskich zapomniałam, że L5 TEGO nie lubi.
Pokrzyżował mi plan dnia swoim sługą tramalem.
Leżem.
Analizuję morfologię, która donosi , że wbc spadły do poziomu 2,6. Wapń na granicy normy górnej, czyli generalnie pośrodkując - nie jest źle.
Z gorsetem są same problemy.
Za to na obsługę lekarską w moim rejonie - narzekać nie mogę. Hasło RAK otwiera wszystkie drzwi.
Na czole sobie wymaluję to to.

Jutro biegam dalej , dopóki sił starczy. Bo chęci brak.
W piątek pamifos.
Pff.



poniedziałek, 24 września 2012

236.

Nudny post będzie.
Nudny czas chorowania.
Ale jak widać - prawie idealnie o tej samej porze roku.
Zaaplikowano mi przez telefon antybiotyk i naprawiam się powoli.
Fajne są te konsultacje medyczne przez telefon :>


Czy są tu jacyś zachrypnięci i zasmarkani?


piątek, 21 września 2012

235.

Nie umiem, nie chcę chyba umieć pocieszać innych w sytuacji, kiedy na jaw wychodzi , że mam się gorzej. ( mam się gorzej nie oznacza, że jest aż tak źle ze mną teraz - chodzi o przerzut).
Czuję się jak morderca, kiedy informuje o tym fakcie. Widzę łzy w oczach wychowawczyni Młodej i mam wyrzuty sumienia. Pocieszam Ją, że przecież to można zatrzymać, że nie będzie tak źle, pokazuję, jak potrafię chodzić :> , a Ona ma łzy w oczach i szepce do mnie TYM szeptem , którego nie umiem przyjąć : tak mi przykro.
Tak mi przykro. . Taki banalny zwrot, nie będący w stanie wyrazić całej gamy uczuć. To szukanie słowa jest kłopotliwe. I dla chorego (mówię tu o sobie), który nie wie do końca też, jak się zachować. Jeszcze nie wie. .Jeszcze!
Głowolog przestrzegał mnie przed zbyt "zabawnym" i lekkim informowaniu innych o moim stanie.
Czyli w dobrym tonie nie było stwierdzenie do kuzyna Męża na wieść o postępie choroby: wiesz, czas miejsca młodszym ustąpić.
Lub: ach, to tak przed śmiercią bywa ha-ha (dot. pieczenia ciasta)
lub: wyśpię się jak umrę (wybitnie tak śmieszne jak stare) , tudzież : będziemy spać we trójkę, ja Ty i mój rak .

Nie mam pomysłu, co z tym zrobić.
I nie wiem, czy chce ten pomysł mieć.
Miłego łykendu!

czwartek, 20 września 2012

234.


Kto zna utwór?


Obietnic, oni wszyscy czują jak marnują siły na przekonanie mnie 

Marnują siły na mnie


Obietnic, oni wszyscy czują jak marnują siły na przekonanie mnie  



Osiągam szczyty rozumowania.
Tyle osób mi tłumaczyło.
Nie poszło na marne. Nic to, że do tego samego doszłam swoją, okrężną drogą .
Ja już WIEM.
Jak oszukać ból...
Przeciągnęłam bóle do wieczora, żeby brać tramal na noc.  Sprytne co? :>
Teraz nie boli cały dzień. (przynajmniej teraz, co nie oznacza, że mogę skakać pod sufit). A śpię jak niemowlę. Z piąstkami przy uszach. Gotowa do walki.
Enter.

A żeby nie było za różowo dopadł mnie sezon jesienny - z mega bólem gardła i zapchanym nosem.
I tak: na nos polecam napar z rumianku (wdychać pod ręcznikiem, a raczej wciągać przez nos) . A
Na gardło polecam tableteczki tantum v i/lubherbitussinekk dla dzieci (to wersja dla rakowców, "normalni" że tak powiem chorzy ssają normalne) Do tego hektolitry wody z miodem, cytryną, sokiem malinowym, czarnym bzem.

No i enter !





poniedziałek, 17 września 2012

233. a z chustką Jej do twarzy

Zastanawiałam się , jaki dać tytuł.
Ten, który jest - nie jest ani trochę dla zmyłki, to prawdziwy fakt.
Ten post powinien powstać już dawno temu, ale z przyczyn technicznych rodzi się dzisiaj.

Najpierw były litery. Rząd literek o przemyślanym i dojrzałym kształcie. Bez cukru, mocno, życiowo. Moc doświadczenia bije z wypowiedzi. Moc dobrego serca wyprzedza każde słowo. Kiedy jest potrzeba - potrafi wyciągnąć słownego bata i zrobić porządek z niegrzeczniuchami.

Tę Moc i Życzliwość płynącą z serca okazała bardzo szybko. Za słowami poszły czyny.
Bardzo dobra organizatorka, z dużą dozą cierpliwości.

"Przypadek" sprawił, że o moim nawrocie wiedziała jako jedna z pierwszych. Od razu zadeklarowała pomoc. I kiedy pojawiła się w Wieliszewie - od razu znalazłam ukojenie w Jej ramionach. Codzienne telefony, smsy, wizyty , które nie były logistycznie dla Niej proste - to wszystko osładzało mi pobyt w szpitalu. Kiedy przyjechała do mnie na cały dzień (to była sobota)zostawiając swoją psinę w domu samą , kiedy widziałam przez okno, jak wysiadając z taksówki taszczy ciężki plecak pełen niespodzianek dla mnie - łzy kapały mi przez ramię. Kiedy spędziłyśmy cały dzień na rozmowach, przytulaniu, na łzach i uśmiechu - uwierzcie, czułam się jak małe dziecko. Otoczenie szpitala nie zdołało zatrzeć wrażenia bezpieczeństwa i uczucia, że nie jestem sama.

Jest wspaniałą przyjaciółką, niesłychanie ciepłą Kobietą, wielką Wojowniczką, która potrafi opiekować się innymi wojowniczkami. Spędziła bardzo dużo czasu z Asią, mając zupełną świadomość, jak BYĆ z Kimś tak chorym, JAK pomóc, jak po prostu BYĆ. Dyskretnie, po cichutku, bez przymierzania chustki, bo od razu było Jej z Chustką do twarzy.

Panistarsza - to dla Ciebie , w podziękowaniu za to, co dla nas robisz :



czwartek, 13 września 2012

232. Z kanapą jej do twarzy...

Dzień zaczynam późno, bo o siódmej rano. Większość z Was jest już dawno w pracy, w drodze do pracy, niektórzy z pracy, inni po pracy.
Na chwilę obecną sama osobiście bawię się w kierowcę Młodej i wożę Ją do szkoły.
Dlaczego?
Otóż dlatego, że po długiej (!) i przespanej nocy wstaję niczym młody bóg.
Nie ma ze mną bólu.
Mogę chodzić, skakać, fruwać.
Czuję się jak naładowana bateria w telefonie.
Niestety, wraz z postępującym dniem zaczynam się rozładowywać.
Kiedy czuję, że TEN ból nadchodzi w okręgu L5, wiem już jak spędzę resztę dnia. (a nie powinnam dopuszczać do tego bólu, ale o tym kiedy indziej)
Na kanapie.
Kolejność jest taka: biorę tramundin , kładę się szybko, zanim usnę na stojąco i z reguły śpię. Śpię kwadrans, godzinę, dwie, zależy pewnie od układu słońca na niebie. Zanim usnę , muszę wziąć pod uwagę warunki domowe , logistyczne i sprawdzić, czy Młodą odebrałam ze szkoły. W weekend jest najprościej. Nie zważając na nic, po prostu odjeżdżam. Budzę się bez bólu, za to totalnie zakręcona i zmęczona. Dzień kończę przed 22 - śpię jak małe dziecko w nocy.
Zostaje mi więc kanapa.
Kanapa jako centrum moich westchnień. Wokół kanapy musi toczyć się życie domowe. Pod plecy kocyk lub poduszka, drugi kocyk do przykrycia, trzecia lub druga poduszka pod głowę, herbata w zasięgu ręki, telefon ściszony pod książką, można pożyć ? Można.

*

W związku z powyższym będę się starała (zgodnie z zaleceniem Profesora) o nowy element ubioru - gorset . Będę seksi. Wszystkie fałdy z przodu się pewnie zakryją.
Zaczynam o niego starania w tym moim grajdole, więc może to nieco potrwać. Ale kogo to?

*

Odwiedziła mnie ost taka jedna "koleżanka". Przyszła spełnić swój "obowiązek" i dowiedzieć się , co tak naprawdę się dzieje, czy to co mówią we wsi jest prawdą? Kiedy prosto z mostu i bez serca powiedziałam jej, co jest, zrobiła wielkie oczy i rzekła: ojej, a Ty taka spokojna jesteś? A wiesz, ja mam depresje, biorę leki, no i teraz przez Ciebie muszę wziąć tabletkę, bo mnie dobiłaś. 
Popatrzyłam na nią ze współczuciem godnym politowania.
Wzruszyłam ramionami.
Wyprosiłam ją, bo "od razu mi gorzej się zrobiło".
Ostatnio w ogóle często wzruszam ramionami.

sobota, 8 września 2012

231.

Och.
Jest mi przykro.
Żem taka nie-system-aty-czna?
Wy Jesteście.
Ale mnie nie ma.

*

Jakoś nie chcę być.

*

Jakoś nie bardzo informować, że właśnie się przechujowo* mam.

Jakoś...

Tak dziwnie?

edit: określenie "przechujowo" zostanie rozwinięte, gdy wena mi zatrybi. Jak na razie nawet ona mnie szerokim łukiem omija. 

poniedziałek, 3 września 2012

230.

Poranna rosa obmywa wyczyszczone niedzielą buciki.
Nerwowym ruchem szukam klucza od samochodu, trzymając pod pachą torebkę.
Coś mi wpadło do oka.
Klnę na cały świat, bo makijaż.
Włosy wyczesane staranował mi wiaterek. Poranny.
W samochodzie głową przestawiam lusterko. Słońce i tak świeci .
Jedziemy.
Stoimy.
Przejazd zamknięty.
Jest czas na szybkie poprawki.
Telefon już dzwoni.
Gdzie jesteś? Gdzie jestem? Już za chwilę będę.
Szybki całus Młodej i porwał mnie nurt. Wyścig.

Tak było kiedyś.

Dziś rosa wywołuje uśmiech na twarzy.
Nie szukam klucza od samochodu, bo ma on swoje miejsce.
Nawet jeśli coś mi wpadnie do oka - żaden problem. Makijażu nie ma.
Włosy codziennie same się układają.
Słońce tak świeci dla mnie , że wsiadam do auta jak szczęśliwy człowiek.
Przejazd może być zamknięty. Jest czas na rozmowę i wygłupy.
Telefon zapomniany leży pod poduszką.
Wbrew Młodej zaprowadzam Ją do szatni, bo tak.
Wracam do domu i sączę kawę.
Planuję swój dzień po swojemu. Nie po czyjemuś.
Bo tak.



czwartek, 30 sierpnia 2012

229.


Obudziłam się zdziwiona, że tyle rzeczy mnie omija w świecie ..
No i patrzę w lustro i widzę, że robię się podobna do człowieka. To miłe.

Z radości zepsułam Mężowi komputer.
Oczywiście, gdy ja siedziałam przy kompie, to akurat wtedy złośliwy wirus zrobił nam nalot na sprzęt.
:/
Padł na amen. Nawet jeżeli uda się mu wymienić to i owo - rachunek znacznie przewyższy kwotę m.in np podręczników dla Młodej. ..
Siara.
Ostatnio same straty przynoszę .

*

Rozmawiałam z moim lekarzem od imprez pt pamifos.
Stwierdził, że jednak trzeba było mnie nawodnić.
A szeptałam: może trochę soli fizjologicznej przed podaniem leku?
Dziś stwierdził, że pewnie bym się tak nie umordowała.
Ha.
Euforia po prostu . 


środa, 29 sierpnia 2012

228.

Ktoś / coś mnie odłączyło na 24 h.

Wszystkie możliwe skutki uboczne pamifosu dały mi znać, że są obecne przy mnie.

Cudowna eskalacja leku wywołuje u mnie krzywy uśmiech.

Cóż za paranoja.

Cóż za wzniosły banał.

Żeby żyć, trzeba cierpieć.


sobota, 25 sierpnia 2012

227.

Poszłabym na jakąś szaloną imprezę.
Taką z dobrą , głośną, rockowo-popową muzyką.
Taką, gdzie jestem razem z moimi przyjaciółmi, znajomymi i poznaję nieznajomych.
Taką, gdzie jestem ubrana w wysokie obcasy i sukienkę mini. I mam smokie eye i burzę czarnych długich włosów, a ściany nie są przeze mnie podpierane, o nie!
Taką, gdzie niekoniecznie spija się herbatę, tudzież melisę.
Taką, gdzie panie w dresie i bez makijażu nie mają co robić.
Taką, gdzie nie ma kanap i trzeba tylko tańczyć.
Taką, gdzie spać się idzie nad ranem, a nie o dwudziestej drugiej.
Taką, gdzie w drodze do łazienki spija się szampana, a nie niesie się papieru toaletowego.
Taką, gdzie na dwór nie wychodzi się przewietrzyć/ochłodzić, tylko na papierosa.
Taką, gdzie wzbudzam śmiech i radość, a nie litość i współczucie.

*

A tymczasem czeka mnie w poniedziałek "impreza" z Pamifosem.
Taka, gdzie cierpliwie i z uśmiechem na twarzy "jestem przecież taka dzielna".
Taka, gdzie po spożyciu nie wiem, czego mam się spodziewać.
Taka, co pomagając po raz kolejny - na mojej twarzy buduje dziwny wyraz - rozczochranej, nieumalowanej, zapuchniętej, połamanej baby.
Tyle, że z czarnymi włosami.
Nie jestem już blondynką.
Co z tego, gdy czerń tak pięknie kontrastuje z moim bladym licem.
Przecież życie jest piękne..

czwartek, 23 sierpnia 2012

226.

Zmiany kostne mogą powstawać na drodze trzech mechanizmów. Guz w piersi może produkować substancje chemiczne, które pobudzają tzw. komórki kościogubne a te z kolei powodują ogniskowe uszkodzenia w obrębie kości. Same komórki nowotworowe mają także zdolność migracji z guza piersi, drogą krwi, do kości. Tam po osiedleniu się wydzielają wspomniane mediatory chemiczne, wywołujące niszczenie kości. Wreszcie może dochodzić do namnażania się komórek raka piersi, które osiedliły się w kości i zastępowanie tkanki kostnej depozytami z komórek nowotworowych. Na skutek niszczenia kości może dochodzić do osłabienia ich wytrzymałości i odwapnienia. Pojawia się zwykle ból. U części chorych rośnie poziom wapnia we krwi, który po przekroczeniu pewnego poziomu może dawać szereg nieprzyjemnych, a nawet groźnych dla życia objawów, w tym neurologicznych oraz zaburzeń pracy serca. Zmienione kości mogą ulegać samoistnym, trudno gojącym się złamaniom, które mogą wymagać leczenia operacyjnego.
W przypadku podejrzenia przerzutów do kości wykonuje się scyntygrafię, która pozwala ocenić cały układ w trakcie jednego badania. Na jej podstawie wykonuje się potem prześwietlenie wybranych, podejrzanych w badaniu kości. W trudnych diagnostycznie przypadkach można uzyskać ostateczne rozpoznanie drogą tomografii komputerowej lub rezonansu magnetycznego. Przydatna może być ocena frakcji kostnej enzymu krwi zwanego fosfatazą alkaliczną oraz poziomu wapnia we krwi. Przerzuty do kości mogą być z powodzeniem leczone szeregiem metod. Brak do dziś metody, która pozwala całkowicie wyleczyć przerzuty do kości, ale obecnie dostępne pozwalają bardzo znacznie lub całkowicie usunąć dolegliwości, zapobiec złamaniom, opóźnić pojawianie się nowych ognisk kostnych. U części chorych stosuje się chemioterapię bądź hormonoterapię w celu usunięcia z organizmu komórek nowotworowych. W wybranych przypadkach stosuje się leczenie miejscowe obejmujące napromienianie kości lub chirurgiczne stabilizowanie kości lub odtwarzanie zniszczonych fragmentów. Możliwe jest także podawanie substancji radioaktywnych, które z prądem krwi docierają do uszkodzonych kości, napromieniając je jakby od środka. Istotne jest właściwe leczenie bólu, który jest zazwyczaj stałym objawem zajęcia kości przez nowotwór. W leczeniu przerzutów do kości szczególną rolę odgrywają bisfosfoniany. Jest to grupa kilku leków, które mają zdolność oddziaływania hamującego na komórki kościogubne zmniejszając proces niszczenia kości. Mogą także pobudzać komórki kościotwórcze do naprawy uszkodzeń kostnych. Leki te korygują także poziom wapnia we krwi nie dopuszczając do jego nadmiaru określanego mianem hiperkalcemii.

Pośród bisfosfonianów na szczególną uwagę zasługuje kwas pamidronowy. Jest on obecnie złotym standardem w leczeniu hiperkalcemii i innych powikłań ze strony układu kostnego w przebiegu chorób nowotworowych. Jego szczególna pozycja wynika z udokumentowanej wysokiej skuteczności, umiarkowanej toksyczności oraz szerokiej dostępności na rynku. Preparatem w pełni refundowanym jest lek o nazwie Pamifos. Jego stosowanie nie pociàga za sobą konieczności dodatkowego współfinansowania leczenia przez pacjentów. Pamidronian jest do chwili obecnej najlepiej poznanym bisfosfonianem, przebadanym na grupie kilku tysięcy chorych w szeregu badań klinicznych, w tym w badaniach Hortobagyi oraz Liptona na dużych grupach chorych. Badania te uważane są za jedne z najważniejszych w dziedzinie leczenia przerzutów do kości. Wykazano nie tylko korzystne oddziaływanie leku na same zmiany kostne, ale także znaczną poprawę komfortu i jakości życia chorych w miarę rozwijania swojego działania przez lek i co raz lepszą kontrolę  objawów spowodowanych przerzutami do kości. Ostatnio, coraz szerzej dyskutuje się i bada możliwość zapobiegania przerzutom do kości przez profilaktyczne zastosowanie pamidronianu u kobiet z rakiem piersi. W niedługim czasie zostaną opublikowane wyniki tych badań.
Objawy uboczne pamidronianu są zwykle o umiarkowanym nasileniu i przemijającym charakterze. Do najczęstszych należy odczyn po podaniu, który może utrzymywać się od kilku do kilkudziesięciu godzin po podaniu leku i może obejmować: podwyższenie temperatury ciała o 1-2 stopnie C, objawy grypopodobne, ból i zaczerwienie w miejscu podania, bóle kostno-stawowe, ból głowy. Może dojść do obniżenia poziomu wapnia, fosforu oraz limfocytów we krwi. Rzadziej mogą się pojawić mdłości i wymioty oraz spadek poziomu magnezu ze krwi. Inne objawy w tym zaburzenia pracy nerek pojawiają się niezwykle rzadko. Przerwanie terapii pamidronianem z powodu nasilonych objawów ubocznych zdarza się sporadycznie. Przedłużony wlew leku, odpowiednie jego rozpuszczenie oraz okresowa kontrola poziomu wapnia, fosforu, mocznika i kreatyniny u chorego pozwalają na bezpieczne leczenie pamidronianem.
Na rynku pojawił się lek nowej generacji bisfosfonianów o podobnym oddziaływaniu na przerzuty do kości. Lek ten, pomimo, że zarejestrowany to wciąż podlega jeszcze wielu badaniom klinicznym w celu uzyskania odpowiedzi na szereg pytań. Wciąż także brak refundacji kosztów leczenia, co przy jego wysokiej cenie powoduje praktycznie niedostępność terapii dla chorych. Pamidronian jest więc wciąż skutecznym i bezpiecznym standardem w leczeniu przerzutów nowotworowych do kości.
 (by "Gazeta Amazonki")

*

To moja nowa stara próba walki. (pamifos to moja aktualna broń)
Będzie mega impreza , czuję to niuchem. W kościach.
Już niebawem zaczynam.
Tymczasem testujemy środki przeciwbólowe.
Bez tego nie ma imprezy.
Jak dragi, to dragi !

sobota, 18 sierpnia 2012

225. aluminiowo

W piątek, 17 sierpnia minęła 10 rocznica naszego z M. ślubu.

Dziękuję Ci za te 10 lat.
Przepraszam, że czasem bywam nieznośna, ale generalnie nie jestem do kitu.
Nie mam nic dla Ciebie .
Tylko siebie, póki jestem.

Za kwiaty Ci dziękuję.
Jak się ogarnę - odwdzięczę się :*
Mam dla Ciebie piosenkę, przy której kiedyś ciało się wyginało, a zmysły nie chodziły spać.
Kiedy noce były tak krótkie, że nie można było się wyspać. . .

 Dotykiem aluminium dziękuję za Ciebie.

(Aluminiową oznaczono rocznicę ślubu nr 10 )


czwartek, 16 sierpnia 2012

224."patrzę w lustro ,szukając resztek uczuć w twarzy mej"

(by facebook)
...
Wiem, że czekacie. Ja też czekam, aż mi minie.
Kiedy odpuściło na 1 dzień - drugiego wróciło wprawiając mnie w idiotyczne zdumienie - jak to? Więc to jednak się nie kończy?
Jak to Chustka kiedyś ujęła zgrabnie - zalegam ozdobnie  na kanapie.
Śpię jak mały prosiak.
Życie jest piękne.

*

Ponieważ muszę se strzelić morfologię przed wyjazdem do lekarza na obrzeża Warszawy , jutro z rana przyjedzie do mnie miła pani z ośrodka zdrowia i zabierze mi trochę krwi do badania.
Fajnie, bo nie będę musiała myśleć, JAK wrócę do domu, tylko  jak wrócić szybko  na KANAPĘ.
Lekarz natomiast podda mi parę pomysłów, jak przetrwać ten zasrany okres.


poniedziałek, 13 sierpnia 2012

223.

Rozmyśliłam się.
Nie będę myć okien.
Mój plan dnia dyktuje moja dupa.

Jem - oczami, gdyż boję się tknąć jedzenia.
Kibluję - zwykle bezpośrednio po przełknięciu czegoś w końcu.
Śpię - gdyż jestem zmęczona królowaniem na tronie.

To są skutki (chciałoby się rzec picia wódki)
bardzo przykre skutki naświetlania L5 i jego obwodu .

Nic jednak nie przebije pytania : Jak Ci na wczasach było?

sobota, 11 sierpnia 2012

222.

- Och, Jesteś - prawie szlochając jak tandetna bohaterka tandetnej komedii romantycznej -  rzuciłam się w ramiona M. gdy ledwie wynurzył się z windy.
- Jestem - uśmiechnęły się oczy .
- Zmizerniałaś...
- Nie, niemożliwe, ciągle chce mi się jeść. 

**

Wchodzę do domu pijana ze szczęścia. Dziecko moje Jedyne wisi mi na szyi , rodzina oplata ramionami, kręci mi się w głowie.
- Mamo, Mamo, popatrz tu.!
- Mamo , Mamo i tu, zobacz, jaki TU porządek zrobiłam!
- O Mamo, Mamo , zobacz, zrobiłam dla Ciebie laurkę powitalną, ładna, prawda??
- Och, Mamuś, jak to dobrze, że jesteś, tęskniłam....Nie chcę, żebyś już wyjeżdżała!

Gula w gardle rośnie...

- Jedziemy na obiad! - zarządziliśmy z M.
- Co chcesz Kochanie? 
- Nie zimno Ci? 
- Może załóż moją bluzę? 
- Herbata Ci nie ostygła? 

*

- Muszę się położyć. Kręci mi się w głowie. Zimno mi, zamknij okno. Spać mi się chce. 

Sen nie trwa długo . Kibel zaprasza.
Siedzę na nim od czwartku i chce mi się wyć.

To moje dalsze rozpoznanie. Czy Ktoś z Was się z tym styknął? Nie mam siły na dr googla.
Męczy mnie czytanie , szukanie, porównywanie, statystyki.
W pon mam zamiar umyć okna.
Mocy ... więc przybywaj!

środa, 1 sierpnia 2012

221. Radio-w-Wieliszewie...

Jestem.
Miałam zaplanowane, co napiszę, ale niestety to nie przytulny salon w spokojnej części domu, tylko sam środek piekła, zwany oddziałem radioterapii. W tym fascynującym miejscu mam spory kawał tęczy, pełnej myśli Waszych, smsów, telefonów, komentarzy... Odwiedzin... Ech.
Trafiając na smażalnie nie przewidziałam kierunku naświetlań , związanych z moim osobistym rakiem.
Ponieważ zajął dolną część kręgosłupa (słynne L5) to zostaje urzekające miejsce do smażenia - miednica.
Miednica jak wiemy mieści sie tam, gdzie sie mieści. I tyle. Miesiąc bez mycia , znowu nowe doświadczenie..:/
Do naświetlania podchodzi się bez bielizny. Wyraziłam swój protest i bunt wczoraj, że jak to, ale że co, ja mam tu tyłkiem świecić? W życiu ani mi się śni.! (podejrzewam, że to wpływ gównej bohaterki "Przeminęło z wiadrem") Focha sczeliłam i prawie noga tupnęłam. Pan doktór pojednawczym tonem powiedział do mnie, żebym nie paczyła na niego jak na faceta. A jak mam paczeć?
Uległam.
Ale paliłam się jak ta lampa nade mną.

Ciekawym socjologicznym zjawiskiem tutaj są pacjenci. Słyszę strzępy rozmów i chce mi się wyć.
Pełna patologiczna licytacja nt kto ile choruje, na co, ile przerzutów. I tak karmią się tymi tekstami jak te hieny, patrząc na mnie ze złością i niedowierzaniem - przecież to niemożliwe, że ja też!
Osoby obnoszące się ze swoją chorobą ciągną za sobą wieszak z kroplówkami spacerując po korytarzu podczas wlewu...

Idę więc do siebie, zamykam drzwi, pani na łóżku obok już spi albo właśnie znowu śpi, tudzież drzemie - w zasadzie nieszkodliwe to jest, zwłaszcza, jak odwraca się do mnie dupą.

Najpiękniejsze są wieczory.
Pod oknem Chustka stoi i śpiewa mi kołysankę (aaa kotki dwa)
pojawia sie jak dobry duch , wręcza mi torbę zakupów
ściska mocno i całuje głaszcząc mnie po włosach.

A Jej prawa ręka - Panistarsza Ukochana siedzi obok mnie i uśmiecha się kojąco.
Też z zakupami.
Jutro ciag dalszy atrakcji.
Moc ślijcie, bom słaba się jakoś robiem.
Ściskanko!

piątek, 27 lipca 2012

220. volt.



Jestem.
Zmęczona okropnie, ale jestem. Zachciało mi się małego remontu , to teraz mam za swoje.
W życiu, w życiu się tak nie narobiłam jak przez ostatnie 3 dni. ...
Ale już odpoczywam..

Dziękuję Panistarszej za wiadomości dla Was ode mnie, gdyż siłą rzeczy, kiedy wydarzenia nabrały tempa - zostałam bez prądu , czyli bez neta. Na szczęście telefony działają w dwie strony i tak oto WIECIE.
Że iż mianowicie od poniedziałku zaczynam gościnne występy w Wieliszewie - tam jest tak pięknie, że rak-srak włączył przycisk ON i  postanowił za mnie, że mnie tam wywiezie na 2 tygodnie celem naświetlań. (czuję się jak włącznik - do tej pory było OFF, teraz znowu ON)
Wynik PETa nieubłagalnie potwierdził wzrost markerów nowymi ogniskami nowego twora (tfu psia jego mać) , który upodobał sobie mój kręgosłup! Czyż to kurwa nie urocze? I to jeszcze w 4 miejscach ! Taką ma chęć na mnie ;) . Mam skierowanie do szpitala, na którym pani doktór napisała : rozsiew do kości - baaardzo mi się to słowo NIE podoba ! Bardzo. (tu ciągle mam w uszach KSU w tej piosence powyżej)
Wracając do domu z wynikiem i przewracając się z boku na bok w nocy i chodząc po mieszkaniu, bo nie "móc spać" - podjęłam decyzję:
Pojadę sobie do szpitala odpocząć, bo właściwie to jest bdb czas, żeby malować mieszkanie, sprzątać, zająć się czymś pożytecznym i tyle. W szpitalu "odpocznę", naświetlę się i wrócę ! I znowu będzie wszystko dobrze! Te zmiany są na tyle małe, żeby nie robić z nich dramatu , tylko poddać się leczeniu, a co będzie potem - będę martwić się potem!
Tak sobie to wymyśliłam. No.
Dziękuję Wam za dobre fluidy, sms, telefony , maile. Moc potrzebna, więc bądźcie i ślijcie zaklęcia .
Jak tylko będę mogła to nabazgram coś czasem.
Tymczasem czas na odpoczynek.
Ściskanko!