(...) Nigdy nie odpuszczamy - mówił Nocny Wędrowiec. Do końca. Dopóki żyjesz, walczysz. Dopóki możesz myśleć, walczysz. To umysł jest bronią. Reszta to narzędzia. Nie mają znaczenia. Można je zrobić, zdobyć, albo zastąpić" ( "Pan Lodowego Ogrodu" J.Grzędowicz)

O mnie

Moje zdjęcie
Łódzkie
Xena - wojowniczka, która po długiej drodze zabijaki, pirata i herszta, opowiada się po stronie dobra. Rozpoczyna walkę ze wszystkim co poprzednio było jej codziennością. Staje się postacią pozytywną. /Tak jej się przynajmniej wydaje :)/ T2N2M0 G3 to moje symbole rozpoznawcze w świecie medycyny. Od lipca 2012 prowadzę dodatkową walkę z przerzutami do kości (tak, żeby mi się nie nudziło). Od lipca 2014 bujam się z przerzutami do wątroby... Napisz do mnie: ksena@op.pl

Online

Statystyki

poniedziałek, 1 września 2014

414. matka roku z siostrą morfiną...




Stało się. Skończyły się wakacje. Co za utrata...

Długich poranków, kiedy leniwie zaplątana w kołdrę miałam ją całą dla siebie.
Powolnego i niespiesznego spożywania śniadania.
Picia porannego mleka z kawą przy laptopie.
Krótkiej zaraz drzemki :).
Czekania na powrót MM z pracy powodującego poprawę jakiegokolwiek samopoczucia :D.
Rozległych, popołudniowych leżakowań w cieniu.
Wspaniałych wieczorów, okraszonych muzyką przyrody i zapachem kwiatów...

Koniec!
Brutalny powrót do rzeczywistości, jedzenie Młodej na czas, sprawdzanie, czy wszystko ma, od chusteczek, po kapcie.

Poszłam z Młodą na rozpoczęcie roku szkolnego.
Dumna zasiadłam na końcu, na mile wyściełanym krześle, wdając się w rozmowę z sąsiadką w lewo i wychowawczynią po prawo. Młoda zginęła mi z oczu, ale uznałam, że z koleżankami gdzieś się zebrały i tyle.
Przecież nie będę dużej dziewczyny po sali ganiać!
Po skończonych uroczystościach pojechała ze mną na Osporil.
Wróciłam ledwie żywa, ale cała.

Przy obiedzie Młoda zdaje relację Babci, że fajnie, tylko to śpiewanie, przebieranie...
Zdumiona patrzę na Młodą
- Jakie śpiewanie, właśnie, gdzie Ty w ogóle byłaś, jak Cię nie było obok mnie??
Młodej widelec o mało z ręki nie wypadł.
- No jak gdzie, byłam w chórze.
- W tych poprzebieranych dzieciach, co hymn szkoły śpiewały? - dociekam zdziwiona.
Młoda się załamała.
- No nie widziałaś mnie?
- Nieeee.
- O Boże, westchnęła Młoda...żeby własnej córki nie widzieć...ja Ciebie widziałam, a Ty?
A ja ... jestem matką roku, niedowidząca swojego, jednego, jedynego dziecka...
Wstyd!


Jak Wasze "początki roków" :-D ?
Czy też Was coś ominęło?


Za dużo morfiny w moim życiu :-)
Niedługo zapomnę, że mam (s)raka :-D


piątek, 29 sierpnia 2014

413. gorzkie żale część 2, ostatnia



Wracam do domu 12.03.2011r. wypełniona szczęściem, bo oto zakończyłam leczenie radykalne (chemioterapia, operacja, chemioterapia, radioterapia, początek hormonoterapii).
Pamiętam swój powrót do rzeczywistości.
Były kwiaty, wino i śpiew.
Odpoczywam, włosy rosną, zaczynam ogarniać od nowa życie.
Bo nagle coś zniknęło.
Harmonogram się zmienił.
Wyjazdy się skończyły.
Znajomi pukają się w czoło, co ty gadasz, najgorsze za tobą, weź się ogarnij, jesteś zdrowa, może nawet do pracy pójdziesz.
Wracają znajomi. O, jak ładnie ci w tych włosach (nienawidzę jeża, ale głupawo się uśmiecham), a czemu jesteś zmęczona, przecież już tyle czasu minęło, po co robisz badania co chwilę, jeszcze coś znajdziesz.
Jest impreza, wszyscy się bawią, ja nie mogę.
Boli mnie to, boli mnie tamto, wracam do domu się położyć.
I już wiem, że nie dam rady dotrzymać kroku za zdrowymi.
Czuję się, jakbym przebiegła maraton, ciągle zmęczona, ciągle sfrustrowana, ciągle samotna w tłumie.

Pyk.
Są przerzuty.
Zapada cisza.

Staję się towarem mało atrakcyjnym towarzysko.
Słyszę szepty z tyłu: do kości, tak, pojechała do szpitala na jakieś lampy, podobno kręgosłup...
Znowu wracam do punktu wyjścia.
Znajomi, którzy bawili się ze mną przy grillu - zamknęli drzwi.
Po co im koleżanka z rakiem, niepijąca, nierozumiejąca ich potrzeb.
Stop. To oni - zdrowi - nie rozumieją moich prostych życiowych potrzeb.
Znajomi tacy to, a tacy, nasi wspólni, moi, pytają MM - jak Madzia?
Rodzina dzwoni do Teściowej: jak Madzia?
Srak!

Nie lubię już słuchać, że ktoś NIE WIE, jak rozmawiać z chorym!
Czy jestem inna, niż zdrowi? Nie wiem, mam rogi na głowie, zarażam, jak kichnę, nawet przez telefon?
Dlaczego traktuje się rakowców jak trędowatych? Czego się boją zdrowi? Czego ja chcę?

Chcę, żebyście wiedzieli, że warto być, pytać, pisać - co mogę dla Ciebie zrobić? Mogę Ci jakoś pomóc?
Oferuj tą pomoc, bo wiedz, że chory sam nie poprosi, bo nie chce nikogo obciążać swoją chorobą.

Bądź szczery. Nie okłamuj mnie, że będzie dobrze, bo tego nie wiesz. Mów, nawet to, że nie wiesz, co powiedzieć, ja też mogę mieć z tym problem, prawda?
Rozmowa nie musi się "kręcić" wokół sraka.

Nie wyręczaj mnie we wszystkim.

Nie pouczaj.

Nie naciskaj na siłę potrzeby spotkania, nie zmuszaj mnie, ani tym bardziej siebie.

Nie lituj się, większość tego nie lubi i nie mów: nie widać, że jesteś chora/y. Sprawiasz, że chorzy myślą, że ktoś tu nie dowierza chorobie.

Nie udawaj, że jest wszystko w porządku. (źródło: KLIK)

*

Przez 4 lata mojej choroby kilka osób same do tych wniosków doszły.
Mam w tzw. "realu" garstkę ludzi, na których mogę całkowicie polegać. I tylko na nich.
Reszta gwiżdże w cieniu i obserwuje, czy padłam, czy powstałam. Przykre.
Nie chcę takich znajomych.
Spuszczam wodę. Czy stąd słychać?

Mam wirtualne MOCe, smsy, @, telefony, zwykle niestety nieodebrane - dodaje mi to wszystko sił.
Bez tego bloga nie poznałabym smaku pomocy i zrozumienia.
Jak to możliwe, że obcy więcej da z siebie, niż "najbliżsi" z otoczenia?
Czuję, autentycznie czuję Wasze ciepłe o mnie myśli!


DZIĘKUJĘ za każdą literę dla mnie.
WIERZĘ, że dobro powraca.
UFAM, że mnie (z)rozumiecie.

<3


fb - DobraFotografia



niedziela, 24 sierpnia 2014

412. sobota, niedziela, poniedziałek NF1 wlew 2, cz.2.



mgła to tylko pozory

nieobecnym wzrokiem
rozbieram
moje żywioły

tylko
pusta przestrzeń
przede mną
a przecież
jeszcze nie umiem latać
mam połamane
włosy

szepczesz do mnie
że nieważne
że potrafię
odejść
tylko muszę odpiąć pas
od szyi
prze-życia

*


Śnię o umarłych. To przez morfinę.
Nie zawsze są to kolorowe sny.
Napisałam to, ponieważ przez mój umysł przedziera się jak mgła wizja poniedziałku.
Robię co mogę, odpycham nogami myśli o TYM, ale słabo mi idzie.



Zajmuję ręce, nogi, umysł, prowadzę w sobotę dom.
Na odpoczynki.
Nikt mnie nie powstrzyma i nie polecam generalnie wyręczać chorego, jeśli ma ochotę zrobić coś, przydać się, choć na chwilę poczuć się jak normalny człowiek.
Każdy drobiazg ma znaczenie.

*

Krótka, przyjemna wizyta Przyjaciółki daje mi poczucie bezpieczeństwa.
Rozmawiamy o głupotach, mężach (:D), dzieciach, pracy, trochę o chorowaniu.
Jestem spełniona, trochę zmęczona.
Choć z tyłu głowy myśli nie śpią, ja próbuję. Je uśpić.
Żyć z nimi. Dzielić się, żeby trochę tego balastu zdjąć.
A niedziela...dniem odpoczynku.
Podsypiam między posiłkami, trochę spaceruję, obserwuję krople deszczu na szybie.
Jedną ręką pakuję się na jutro.
Drugą przytulam Młodą, krzyżując zamglone spojrzenie z MM.
I tak trwamy.

Zbieram MOCe.
Pachnące, bo przywołałyście cudowne aromaty na blogasia :).
Dziękuję.
Na Was zawsze mogę liczyć.

<3






czwartek, 21 sierpnia 2014

411. czym pachniesz?



Zazdroszczę Młodej lekkości i łatwości wyboru.
Zwłaszcza, jeśli chodzi o artykuły szkolne.
Bierze towar Jej potrzebny, nie patrząc na cenę np.
Od patrzenia na ceny jestem ja...!

Ale nie mam serca Jej odmówić kolorowego plecaka.
Udając złość, zerkam w uśmiechnięte oczy i już sobie przypominam to uczucie, kiedy byłam w Jej wieku.
Chcę dać Jej więcej, ale dozuję.
W domu odpakowywanie, segregowanie, pakowanie, przymierzanie.
Szczęśliwa i beztroska buzia.
Ja zmęczona, ale wypełniona po brzegi chwilami beztroski.

*

Chciałyście o pachnidłach pogadać?
Słucham, proszę? Kto czym szyję spryskuje co rano, tudzież po kilka razy na dobę?
Otworzyłam swoją szafkę, a tam same przeciwności.
Wszystkiego po trochu, czyli zapach "idzie" u mnie w parze z porą roku.
Pewnie wynika to z faktu, że jestem normalna inaczej ...

Pewne jest jeszcze jedno - obowiązuje w moim domu kolejność taka: najpierw mycie, potem pryskanie (się), nigdy odwrotnie :D.
Nie jeżdżę środkami komunikacji publicznej i nie mam w związku z tym żadnych doświadczeń, ale Wy na pewno macie jakieś historyjki w zanadrzu dla mnie?

Chętnie posłucham, zawinięta w koc, z ciepłą herbatą. W razie, gdybym zasnęła, szturchnijcie mnie nieco.








wtorek, 19 sierpnia 2014

410. chcę spać...



Jestem odurzona ilością rzeczy, które dzieją się obok mnie, ze mną w roli głównej.
Jest tyle historii do opowiedzenia, a klawiszy i sensu myśli tak mało.
Jedna popycha drugą, kłócą się o miejsce po akapicie.
A ja, bezradnie w chaosie ich gonitwy, jestem luźno zamyślona.

Marzenia się spełniają.
W niedzielę wypowiedziałam do mojej Przyjaciółki głośno, co chcę dostać w prezencie od MM na jakąś gwiazdkę, a On następnego dnia przywozi mnie zwariowaną z bólu ze szpitala i wręcza mi płytę Natalii Sikory BWB Experience, kolejny prezent z okazji rocznicy ślubu. Z żądaniem następnych. Rocznic.
Balsam dla mojej zbolałej duszy.
1 cd wysłuchałam wpatrzona w niebo za oknem, leżąc na podłodze, dając taką moc w głośnikach, że pół domu słyszało, że oto wróciłam z chemii.

Spędziłam w piekiełku onkologicznym 9 godzin.
Nie chce mi się nawet tego opisywać, ani komentować, jak wygląda leczenie rakowców TAM.
Czułam się jak pies w schronisku, gdzie pracują wolontariusze, co jak nikt nie widzi, to dają psu kopa w dupę.
Przecież i tak się nie poskarży?

*

Jestem dzisiaj takim wynilałym, starym, zmęczonym psiakiem.
Z podkulonym ogonem liczę tabletki, wybieram te, po których zasnę i zapomnę o zatroskanych oczach Młodej, której moja choroba odbiera beztroskie dzieciństwo, Teściowej, która nie wie, co zrobić, żeby mi pomóc i MM, który dusi się pracą i może mi podać co najwyżej herbatę.
Chowam się.
Robię krok do tyłu.
Chcę znowu spać snem bez snu.







...